..............................................................................................
Home ___ Outfits___ Contact

Friday, October 12, 2012

Italy part 2 - Verona, Florence, Piza

 Werona    
    Czwartego dnia pobytu we Wloszech późnym popołudniem opusciliśmy Wenecję (z wielkim żalem...), by zobaczyć Weronę. Szybka podróż pociągiem, wleczenie się z bagażami, w celu dotarcia na miejsce naszego noclegu były troszkę męczące. Ah co to było za miejsce! "Hostel" prowadzony przez Stefana znaleziony na hostelwordzie był kwaterą prywatną, ale warunki jakie panowały w środku i gościnność gospodarza spokojnie pozwoliły nam na przyznanie mu 4 gwiazdek (co najmniej). Zgodnie z radą w przewodniku  rozpoczęliśmy zwiedzanie od przejścia się głównymi uliczkami handlowymi (po zobaczeniu wystawy Dolce&Gabbana oraz Celine sukienka z motywem kwiatów i aniołków oraz pudełkowy niebieski płaszcz nie mogą wyjść mi z głowy i szukam jakiejś namiastki;) pokrytymi marmurem, pięknie oświetlonymi dotarliśmy na główny plac, by na chwilkę spocząć przy fontannie i podziwiać niesamowite budynki. Wracajac do hostelu zahaczyliśmy jeszcze o zamek. Drugiego dnia pobytu w mieście Romea i Julii (pic na wodę/ fotomontaż;) po przemiłym śniadaniu (które czekało na nas na stole jak tylko wstaliśmy) spacerowaliśmy głównymi szlakami Werony. I tak zobaczyliśmy raz jeszcze główny plac, na którym byliśmy dzień wcześniej (nocą wygląda znacznie lepiej, ma w sobie jakąś magię - przewodnik się nie mylił), amfiteatr z czasów Imperium Rzymskiego, okazały zamek w świetle dnia, dom Julii (stały punkt wycieczek), oraz piękne wzgórze widokowe, gdzie postanowiliśmy odpocząć w cieniu cyprysów podziwiając wszystko z  góry. Wracjąc do domu Julii. Historia Szekspira stała się całkiem dobrym dochodem dla osób, które dobudowały balkon do domu Julii inkasując za to pdowiednią opłatę  (pochodzi z poprzedniego stulecia). W samym domu mieszkała Julia, z tym, że opowieść o nieszczęśliwej miłości jaka połączyła ją z przedstawicielem rodu Montekich Romeo jest przez pisarza zmyślona. Najbardziej oblegany punkt w Weronie, który sam w sobie nie jest niesamowity, ale historia, w którą ludzie ślepo wierzą i dzięki niej tam przyjeżdżają sprawia, że dom Julii jest totalnym "must see" dla przebywających w tym uroczym włoskim miasteczku. Wyznania miłości, które gęsto naniesione obok siebie na ścianach w wejściu do domu utworzyły formę barwnych zacieków, co wygląda bardzo groteskowo.


Florencja:
     Do Florencji przybyliśmy wieczorem. Wycieczka z bagażami do hotelu skutecznie pozbawiła nas ochoty na wieczorny spacer. Następnego dnia z samego rana postanowiliśmy pójść do Galerii Uffizi. Musieliśmy niestety swoje odczekać by tam wejść, ale bylo warto. "Narodziny Wenus" Botticelli'ego (oraz inne jego największe dzieła), czy "Bachus" Caravaggia  nie zostaną nigdy przeze mnie zapomniane. Dla malarstwa wszystko! Po wyjściu z Uffizi skierowaliśmy się w stronę Plazza della Signiora, by ponownie obcować ze sztuką - niesamowite rzeźby w tym potężny Neptun oraz kopia Dawida Michała Anioła. Wspinaczka  na Piazzale Michelangelo, na którym stoi replika Dawida (obecność Dawida czuć wszędzie) pozwoliła nam podziwiać różano-złote niebo, podczas zachodu słońca, co w połączeniu z  pięknym widokiem w pełni rekompensuje wysiłek towarzyszący wchodzeniu. Na koniec podeszliśmy do kościoła św. Miniasza w charakterystycznym florenckim stylu, skąd również mogliśmy podziwiać cudowną panoramę Florencji (widok przez uchylone drzwi na jednym ze zdjęć). Największe zabytki zostawiliśmy sobie na koniec. To, że Katedra Duomo jest cudowna nikomu mówić nie trzeba. Kopuła (w okresie budowy największa kopuła na świecie bez towarzyszącego wsparcia) nadal robi wrażenie, tak samo jak freski zdobiące jej wnętrze. W zamian za wejście na kopułę wspięliśmy się na Wieżę Giotta, z której cudnie widać Katedrę i miasto. Głównym punktem mojego dnia była wizyta w muzeum Salvatore Ferregamo (mój chłopak podziękował;), gdzie można było podziwiać jego buty wykonane dla największych gwiazd Hollywood minionej epoki m.in. Marlilyn Monroe, Rity Hayworth. Miałam dużo szczęścia ponieważ podczas  pobytu w muzeum trafiłam na wystawę okolicznościową poświęconą Marilyn Monroe. Były tam fragmenty jej  pamiętników, filmy o jej osobie, piękne fotografie oraz cudowne kreacje, w których wystąpiła w najbardziej znanych filmach, a także na wielkich galach jak urodziny prezydenta Keenedy'ego (gdzie odśpiewała słynne happy birthday mr president). Najbardziej oprócz ponadczasowych przepięknych butów Ferregamo, podobał mi sie motyw towarzyszącemu wystawie zlepku filmów z fragmentami z dzieł, w których nosiła kreacje wystawione w sali gdzie znajdował się projektor. Można było sobie, porównać jak coś wyglada na żywo, a jak wyglądało na srebrnym ekranie (w przypadku sukni ze "Słomianego Wdowca" na żywo nie budziła żadnej ekscytacji wygladając na zwykła białą sukienkę. Niesamowite wrażenie na żywo robiła natomiast różowa suknia z kokardą, w której Marilyn wystąpiła w kultowym "Mężczyźni wolą blondynki" oraz biała długa suknia i towarzysząca jej śnieżna etola z norek projektu Ferregamo. Możliwość zrobienia zdjęć nie wchodziła wogóle w grę - ilość panów z bronią strzegących boskich sukien i butów nie pozwoliła na wykonanie chociażby pojedynczego ujęcia  (mogę poszczycić sie za to  małymi filmiki z bardzo ukrytej kamery ). Po wyjściu z muzeum w głowie słyszałam już tylko "Diamonds are a girls best friend".  Resztę dnia poświęciliśmy na spacerowanie wąskimi uliczkami, główną arterią handlową oraz wizytę na Campo, gdzie mogliśmy pogłaskać dzika na szczęście. Przespacerowalismy się także cudnym Ponte Vecchio, na którym ilość sprzedawanych klejnotów wręcz przytłaczała (sztuka złotnicza jest tam wciąż żywa) i wprawiała w niemały zachwyt. W dwa dni zobaczyliśmy wszystko co zaplanowaliśmy.


Piza:
      Ostatniego dnia naszego pobytu (nielubię powrotów) pojechaliśmy do Pizy, skąd mieliśmy odlecieć do Polski. Dużo do zobaczenia w Pizie nie ma poza Krzywa Wieżą. Krzywa Wieża stojąca obok Bazylika w białym marmurze robią niesamowite wrażenie na tle soczystej zielonej trawy (gdzie mozna usiąść i zjeść swój lunch). Przez źle wykonane fundamenty na podmokłym gruncie wieża przechyliła się , tym samym stając sie wielką atrakcją turystyczną oraz zapewniając miastu niezły zarobek. Korzystając z czasu jaki mieliśmy przed odlotem zobaczyliśmy jeszcze Bazylikę w środku (niesamowita ilość sztuki w jednym miejscu - piękne mozaiki i obrazy ozdabiają  praktycznie wszystkie ściany) oraz pobliski cmentarz.

                                                                              pictures by Łukasz Lisiecki


                                                             

6 comments:

black pearl said...

świente zdjęcia! i masz śliczne buty!

Joyce said...

I love all these pictures! you look like you are having an amazing time. I especially love that last picture in the Verona set of pictures! :)

Jesuswannatouchme said...

wow!
dałaś czadu!
ileż zwiedzania!
tylko pozazdrościć!
świetna wycieczka, a Ty chyba byłaś najbardziej stylową osobą w okolicy. ;p

super foty!
całusy!
jesuswannatouchme.blogspot.com

<33333333333333

Marcela Gmd said...

Wow, Wow, Wow great post!!!!
BEAUTIFUL photos!!!
I love the David of Michelangelo!!!
Have a good week! G+.... and like in facebook!!(I'm very happy if you like me)
Besos, desde España, Marcela♥

Estilo Hedónico said...

Amazing post!!! I love Italy!!
If you want, we can follow each other!! let me know!

http://estilohedonico.blogspot.pt/

xoxo

Monic dzej said...

ciekawie piszesz, naprawdę przyjemnie się czyta:) Zdjecia fantastyczne, mam nadzieje ze kiedys bede miala szanse odwiedzic werone, i tak jak pisalas dom julii bedzie jednym z koniecznych rzeczy w notesie do zwiedzenia:)
Przy okazji chciałam cie zaprosic na mojego bloga, dopiero co zaczynam, komentarz mile widziany:) http://monic-dzej.blogspot.co.uk/ Pozdrawiam Monika^.^