..............................................................................................
Home ___ Outfits___ Contact

Wednesday, October 31, 2012

Fashion Week Poland Part 1

      Na Fashion Week pojechałam w piątek rano (niestety nie udało się być na czwartkowych pokazach - żal straszny mnie ściskał zwłaszcza, że bardzo chciałam zobaczyć debiut Anniss na offie) z zamiarem zostania do samego końca. Bardzo zależało mi na pokazie Kamilii Gawrońskiej - Kasperskiej, która tworzy niesamowite rzeczy na pograniczu kostiumu i ubioru. Sukces w złotej nitce, liczne wyróżnienia oraz sesja "Metropolis" sfotografowana przez Macieja Borynę, w której świetnie zagrały rzeczy jej autorstwa dopełniły czarę pt. "muszę zobaczyć to na żywo".  Sztuka ta była ciężka do osiągnięcia jak się okazało i dotarcie na pokaz okazało sie niemożliwe.  Korki, długa droga i szukanie hostelu skutecznie zabrały mi pokazy również Project Zoa, Polygon oraz Grzegorza Kasperskiego nie wspominając o strefie off, gdzie udało mi się pojawić tylko na jednym show - Ima Mad. Z pokazów późniejszych udało się obejrzeć Piotra Drzała, pokazy ASP oraz kończący piątek pokaz Madsa Dinesena. Co robiłam w czasie pokazu Poniewierskiej (bo na Osay i Solar świadomym wyborem nie dotarłam)- wraz z przyjaciółką byłam w drodze do Kutna, by odebrać znajomych. Poniżej na temat.

Piotr Drzał:

     Granat, szlachetne beże, szarości, gdzieniegdzie lila, trochę srebrzystości i delikatne wzory. Proste fasony, nic innowacyjnego, przyjemny dla oka spektakl. Podobał mi się element opaski na głowę wykonany z czarnej gumy, doczepione włosy w kucyk, farba na twarzy już niekoniecznie (chociaż bez niej byłoby nudno, ale efekt zombie nigdy mnie nie zachwycał - pominę pokazy Vivienne Westwood). Opaskę taką do okragłych okularów i kucyka sama chętnie bym założyła, gdybym nosiła kucyk (może kiedyś), nadaje fajny sportowy akcent. Sportowego akcentu nie koniec: podłużne pasy na koszulach i kurtkach, forma kurtek, szerokie szorty garniturowe do kolana w stylu "casual chic" (zarówno w wersji męskiej i damskiej) nadają lekkości całości. Jak dla mnie kolekcja spójna i przemyślana, czuję mimo to lekki niedosyt, a obserwując Drzała myślę, że stać go na więcej.
                                                          copyright: Bartek Szmigulski/ La mode info
                                                                 

ASP:

         Przeróżne inspiracje, wykorzystane tkaniny, koncepcje. Mój totalny zachwyt wzbudziła Joanna Startek swoją męską kolekcją - były fajerwerki! Krój, wykonanie, materiały, przemyślana, spójna kolekcja. Nie mogę się wręcz nachwalić. Były odkryte kostki do pięknych wyglancownych oxfordów (tak rzadki widok na polskich ulicach), świetnie skrojone płaszcze w stonowanych kolorach, pięknie wykończone koszule z kołnierzykiem, dwuwarstwowe spodnie tak dobrze zrobione, że wydawały się być jednymi spodniami,a nie szortami nakładanymi na spodnie. Magia! Błękit (nie umiem powiedzieć nie, gdyż błękit totalnie mną zawładnął i nie odpuszcza), ciekawego brązu/beżu/karmelu (tak bardzo ciekawy to był odcień, że aż nie potrafię go nazwać), militarna zgaszona zieleń, brązy, szaroście i nieśmiertelna "kurza stopka" przełamująca niektóre looki w klasycznym czarno- białym wydaniu oraz w miksie zieleni z czernią. Koncepcja, spójność - to największa zasługa tej kolekcji. Od początku do końca ani przez ułamek sekundy nie miałam wrażenia, że coś zostało pominięte, czy też "naddane". Jeżeli do dopracowanej całości dołożymy dopracowane (dopracowane to niewątpliwie slowo klucz w  tej kolekcji) dodatki: piękne szlachetne okulary w rogowych oprawkach, rękawiczki jednopalczaste nie trącące placem zabaw, a przypominające dodatek idealny (wnoszący swieżość do całości jednocześnie nie wyglądający śmiesznie, dopasowany do całości chociaż na pierwszy rzut oka nie przyszło by nam do głowy by tak skompletować look by coś tak kojarzonego z dzieciństwem wyglądało męsko i szlachetnie-  chyba tylko Startek to się udało), malutkie saszetki wystające z rękawa (motyw "nie zgubienia" w postaci sznurków do zawieszenia - znowu niebezpieczna bliskość z kolekcją dziecięcą zamiast z  nowoczesną klasyką - Startek sprawiła, że zaczynam myśleć inaczej) oraz piękne saszetki na biodra - klasyczne, a zarazem nieprzeciętne. Wcale nie zdziwiło mnie, że nagrodę główną otrzymała właśnie Joanna Startek. zdziwiło natomiast co uważam za swego rodzaju żenułę - uświetnienie gali w postaci nagród typu " dodatki krawieckie, guziki" oraz mylenie nazwisk osób, które miały otrzymać nagrodę. Na takich galach nie ma nic gorszego niż osoba wręczająca nagrodę nie mająca pojęcia jak nazywa sie osoba, której nagrodę wręcza - chyba nie jest aż tak trudno zapamiętac dwa wyrazy składające się na imię i nazwisko, zwłaszca w przypadku, gdy osobę, która nagrodę odbiera kosztuje to nieamały stres oraz masę cieżkiej pracy w to by pokazać kolekcję dyplomową (chociaż zdażają się wyjątki), a osobę która ją wręcza wyłożenie na to jakichś funduszy (zazwyczaj). Dyplomaci, o których warto pamiętać to niewątpliwie. Z pokazów dyplomatów ASP w pamięć zapadła mi jeszcze Agnieszka Splewińska, która pokazała swoją kolekcję nawiązującą do krajobrazu księżycowego - niebotyczne platformy (trochę zbyt klimat "creepy" jak dla mnie) zestawione z dresami z połyskującymi napisami niczym skafandry otulające ciała modelek. Kolory szarości, czerwieni, czerni. Intrygująco, chociaż nie do końca w moim klimacie. Miło wspominam także kolekcję Katarzyny Ditrich jeżeli chodzi o użycie dużej ilości czarnej skóry w połączeniu z mocną zielenią (ciekawe breloczki łapki doczepione na łańcuchach do spodni). Klimat nocnych klubów ery techno, poniekąd matrix (z tym kojarzy mi się kombinacja czerń - zieleń). Ciekawym elementem było utworzenie przez modelki torebek z szelek, które miały dopięte do spodni - pomysł ciekawy, z wyglądem gorzej. Ale przynajmniej nie wiało nudą - zawsze to jakiś pomysł. Zapadły mi w pamięć nieziemskie koturny w szlachetnym odcieniu burgundu na drewnie od Dagmary Maliny - pięknie wyglądały, wydawały sie być porządnie zrobione. Chciałabym móc je przymierzyć i dotknąć. Jak wszyscy wiemy kolekcje butów własnoręcznie zrobionych rzadko występują w kolekcjach polskich projektantów. Mało kto potrafi je wykonać (wyjątek boskie buty łyżwy od Karoliny Pięch), by zaspokajały odczucia estetyczne nie wspominając o praktyczności i zwyczajnym noszeniu.
                                               Joanna Startek, copyright: Marek Makowski

Mads Dinesen:

      Warstwy ułożone  w płaszcze, długie suknie w towarzystwie jajowatego kapelusza wyglądały ciekawie, jednak nie zachwyciły (co zachwyciło poza Startek). Spójnie kolorystycznie - szarosć grała rolę pierwszoplanową, printy nie wyróżniały się, fałdy i plisy pomagały w oswojeniu  grubych tkanin. Zagrywką mającą nadać ciekawości całości była chusta założona na twarz  z wizerunkiem Moondoga.Czy nadała mam mieszane uczucia.
                                               copyright: Seweryn Cieślik/ Magnifique Studio

Poniżej mój outfit  z piątku. Zostałam przyłapana przez Style Stalker'a za co mu serdecznie dziękuję.


coat - h&m trend/ silk blouse - vinatge/skirt - h&m trend/ shoes - lemar via intershoe/ bag - vintage/ necklace - Anna Dello Russo for h&m/ braceletes - h&m


                                                             

Sunday, October 21, 2012

Distance of the modern hearts

     Totalna inspiracja Givenchy. Uwielbienie do białego siatkowego golfu w połączeniu z militarnymi szortami z zakładką  trwa już od jakiegoś czasu. Najbardziej lubię te rzeczy zestawiać z moim lakierowanym krokodylem oraz wysokimi kozakami na słupku z czarnej skóry. Prosto, bez przesady. Jedyne dodatki robiące całość - złoty łańcuch (bez którego ostatnio nie wychodzę z domu - bez łańcucha brak szacunu na dzielni gwarantowany) oraz bordowa czapka z wełny z daszkiem. Militaria łączone z czarną skórą  z lekkim sportowym akcentem  zachwycają  w tym sezonie i myślę, że będą mi długo towarzyszyć.
PS: Wkrótce relacja z mojego pobytu w Sztokholmie.
                                                                           pictures by Łukasz Lisiecki

jacket - vintage/ shorts - secondhand/ turtleneck - vintage/ cap - h&m man/ shoes - lemar via. intershoe/ chain belt worn as necklace - mango



         
                                                                   

Friday, October 12, 2012

Italy part 2 - Verona, Florence, Piza

 Werona    
    Czwartego dnia pobytu we Wloszech późnym popołudniem opusciliśmy Wenecję (z wielkim żalem...), by zobaczyć Weronę. Szybka podróż pociągiem, wleczenie się z bagażami, w celu dotarcia na miejsce naszego noclegu były troszkę męczące. Ah co to było za miejsce! "Hostel" prowadzony przez Stefana znaleziony na hostelwordzie był kwaterą prywatną, ale warunki jakie panowały w środku i gościnność gospodarza spokojnie pozwoliły nam na przyznanie mu 4 gwiazdek (co najmniej). Zgodnie z radą w przewodniku  rozpoczęliśmy zwiedzanie od przejścia się głównymi uliczkami handlowymi (po zobaczeniu wystawy Dolce&Gabbana oraz Celine sukienka z motywem kwiatów i aniołków oraz pudełkowy niebieski płaszcz nie mogą wyjść mi z głowy i szukam jakiejś namiastki;) pokrytymi marmurem, pięknie oświetlonymi dotarliśmy na główny plac, by na chwilkę spocząć przy fontannie i podziwiać niesamowite budynki. Wracajac do hostelu zahaczyliśmy jeszcze o zamek. Drugiego dnia pobytu w mieście Romea i Julii (pic na wodę/ fotomontaż;) po przemiłym śniadaniu (które czekało na nas na stole jak tylko wstaliśmy) spacerowaliśmy głównymi szlakami Werony. I tak zobaczyliśmy raz jeszcze główny plac, na którym byliśmy dzień wcześniej (nocą wygląda znacznie lepiej, ma w sobie jakąś magię - przewodnik się nie mylił), amfiteatr z czasów Imperium Rzymskiego, okazały zamek w świetle dnia, dom Julii (stały punkt wycieczek), oraz piękne wzgórze widokowe, gdzie postanowiliśmy odpocząć w cieniu cyprysów podziwiając wszystko z  góry. Wracjąc do domu Julii. Historia Szekspira stała się całkiem dobrym dochodem dla osób, które dobudowały balkon do domu Julii inkasując za to pdowiednią opłatę  (pochodzi z poprzedniego stulecia). W samym domu mieszkała Julia, z tym, że opowieść o nieszczęśliwej miłości jaka połączyła ją z przedstawicielem rodu Montekich Romeo jest przez pisarza zmyślona. Najbardziej oblegany punkt w Weronie, który sam w sobie nie jest niesamowity, ale historia, w którą ludzie ślepo wierzą i dzięki niej tam przyjeżdżają sprawia, że dom Julii jest totalnym "must see" dla przebywających w tym uroczym włoskim miasteczku. Wyznania miłości, które gęsto naniesione obok siebie na ścianach w wejściu do domu utworzyły formę barwnych zacieków, co wygląda bardzo groteskowo.


Florencja:
     Do Florencji przybyliśmy wieczorem. Wycieczka z bagażami do hotelu skutecznie pozbawiła nas ochoty na wieczorny spacer. Następnego dnia z samego rana postanowiliśmy pójść do Galerii Uffizi. Musieliśmy niestety swoje odczekać by tam wejść, ale bylo warto. "Narodziny Wenus" Botticelli'ego (oraz inne jego największe dzieła), czy "Bachus" Caravaggia  nie zostaną nigdy przeze mnie zapomniane. Dla malarstwa wszystko! Po wyjściu z Uffizi skierowaliśmy się w stronę Plazza della Signiora, by ponownie obcować ze sztuką - niesamowite rzeźby w tym potężny Neptun oraz kopia Dawida Michała Anioła. Wspinaczka  na Piazzale Michelangelo, na którym stoi replika Dawida (obecność Dawida czuć wszędzie) pozwoliła nam podziwiać różano-złote niebo, podczas zachodu słońca, co w połączeniu z  pięknym widokiem w pełni rekompensuje wysiłek towarzyszący wchodzeniu. Na koniec podeszliśmy do kościoła św. Miniasza w charakterystycznym florenckim stylu, skąd również mogliśmy podziwiać cudowną panoramę Florencji (widok przez uchylone drzwi na jednym ze zdjęć). Największe zabytki zostawiliśmy sobie na koniec. To, że Katedra Duomo jest cudowna nikomu mówić nie trzeba. Kopuła (w okresie budowy największa kopuła na świecie bez towarzyszącego wsparcia) nadal robi wrażenie, tak samo jak freski zdobiące jej wnętrze. W zamian za wejście na kopułę wspięliśmy się na Wieżę Giotta, z której cudnie widać Katedrę i miasto. Głównym punktem mojego dnia była wizyta w muzeum Salvatore Ferregamo (mój chłopak podziękował;), gdzie można było podziwiać jego buty wykonane dla największych gwiazd Hollywood minionej epoki m.in. Marlilyn Monroe, Rity Hayworth. Miałam dużo szczęścia ponieważ podczas  pobytu w muzeum trafiłam na wystawę okolicznościową poświęconą Marilyn Monroe. Były tam fragmenty jej  pamiętników, filmy o jej osobie, piękne fotografie oraz cudowne kreacje, w których wystąpiła w najbardziej znanych filmach, a także na wielkich galach jak urodziny prezydenta Keenedy'ego (gdzie odśpiewała słynne happy birthday mr president). Najbardziej oprócz ponadczasowych przepięknych butów Ferregamo, podobał mi sie motyw towarzyszącemu wystawie zlepku filmów z fragmentami z dzieł, w których nosiła kreacje wystawione w sali gdzie znajdował się projektor. Można było sobie, porównać jak coś wyglada na żywo, a jak wyglądało na srebrnym ekranie (w przypadku sukni ze "Słomianego Wdowca" na żywo nie budziła żadnej ekscytacji wygladając na zwykła białą sukienkę. Niesamowite wrażenie na żywo robiła natomiast różowa suknia z kokardą, w której Marilyn wystąpiła w kultowym "Mężczyźni wolą blondynki" oraz biała długa suknia i towarzysząca jej śnieżna etola z norek projektu Ferregamo. Możliwość zrobienia zdjęć nie wchodziła wogóle w grę - ilość panów z bronią strzegących boskich sukien i butów nie pozwoliła na wykonanie chociażby pojedynczego ujęcia  (mogę poszczycić sie za to  małymi filmiki z bardzo ukrytej kamery ). Po wyjściu z muzeum w głowie słyszałam już tylko "Diamonds are a girls best friend".  Resztę dnia poświęciliśmy na spacerowanie wąskimi uliczkami, główną arterią handlową oraz wizytę na Campo, gdzie mogliśmy pogłaskać dzika na szczęście. Przespacerowalismy się także cudnym Ponte Vecchio, na którym ilość sprzedawanych klejnotów wręcz przytłaczała (sztuka złotnicza jest tam wciąż żywa) i wprawiała w niemały zachwyt. W dwa dni zobaczyliśmy wszystko co zaplanowaliśmy.


Piza:
      Ostatniego dnia naszego pobytu (nielubię powrotów) pojechaliśmy do Pizy, skąd mieliśmy odlecieć do Polski. Dużo do zobaczenia w Pizie nie ma poza Krzywa Wieżą. Krzywa Wieża stojąca obok Bazylika w białym marmurze robią niesamowite wrażenie na tle soczystej zielonej trawy (gdzie mozna usiąść i zjeść swój lunch). Przez źle wykonane fundamenty na podmokłym gruncie wieża przechyliła się , tym samym stając sie wielką atrakcją turystyczną oraz zapewniając miastu niezły zarobek. Korzystając z czasu jaki mieliśmy przed odlotem zobaczyliśmy jeszcze Bazylikę w środku (niesamowita ilość sztuki w jednym miejscu - piękne mozaiki i obrazy ozdabiają  praktycznie wszystkie ściany) oraz pobliski cmentarz.

                                                                              pictures by Łukasz Lisiecki